środa, 3 lutego 2016

Dior, Sauvage.


Darek intensywnie próbuje nową metodę nauki języka angielskiego. Niestety, po kilku minutach zasypia. Krzysztof do pomocy w obsłudze imprezy charytatywnej angażuje również bliźniaków Michała. Chłopcy przy okazji dyskutują z babcią Elżbietą o swoim ojcu. Ula podejmuje się współpracy z Korbasem.


Wow, ależ ten odcinek Klanu musiał być emocjonujący. Zupełnie tak, jak nowy zapach Diora. Zanim jednak zacznę psioczyć i się pastwić, opowiem Wam pewną historię. 


W ubiegłym roku świat obiegła informacja o nowej propozycji Diora dla mężczyzn. na Fragrantice ktoś, również tego dnia napisał, że twarzą Sauvage będzie Johnny Depp. Przyjęłam tę wiadomość do głowy i stała się ona dla mnie czymś zupełnie oczywistym, wiecie, jak pogoda i podatki. Wieści o wielkiej premierze średnio mnie zainteresowały, więc jakiekolwiek dyskusje się na ten temat odbywały, to raczej bez mojego udziału. Aż do czasu pewnego spotkania, na którym moja eks-area managerka powiedziała, że Dior szykuje brunch w jednym z luksusowych hoteli w Londynie, na który zaprosił kilkunastu, czy tam kilkudziesięciu delegatów z mojej firmy. I na tymże bruchu ma się pojawić ktoś absolutnie wyjątkowy, mega sława. Niestety, nie mogła nam powiedzieć, kto to jest, bo podpisała lojalkę z Diorem. Pamiętam moje pytanie:

- Czy to Johnny Depp?

Jej twarz zbladła. 

- A skąd ty o tym wiesz? Nie mówię, że to prawda, ale skąd wiesz?

(Hm, a to nie wszyscy o tym wiedzieli?)

Konwersacja została zabita w zalążku, lecz przyszedł czas wielkiego diorowskiego brunchu. Nie było mnie na nim, ale udział w nim brała koleżanka pracująca w naszej drugiej lokalizacji piętro wyżej. Poszłam do niej i zapytałam:

- No i jak tam Johnny Depp?

Okej, jej twarz akurat nie mogła przybrać białego odcienia, ale i tak była zdziwiona.

- Skąd wiesz, że Depp jest twarzą Sauvage?

(A to nie wszyscy wiedzieli...?)



I pytam się jej, czy Johnny faktycznie wygląda teraz jak kartofel, a ona na to, że Johnny'ego na spotkaniu nie było. Pytam więc, o co chodziło z tą wielką tajemnicą, lojalkami i budowaniem napięcia. 

- No bo oni nam dzisiaj powiedzieli jako pierwszym, że twarzą Sauvage jest Johnny Depp. I to była ta wielka informacja.




Cóż, to było tylko potwierdzenie moich wcześniejszych obserwacji, że Dior stał się luksusowym festynem i z dawną klasą obecna marka nie ma nic wspólnego. 

Sam Sauvage jest tak słaby, że nawet nie chce mi się o nim pisać. Na blotterze przyniesionym parę dni wcześniej przez Lubą do domu pachniał nie najgorzej, ale już jeden porządny test na skórze wystarczył, by nie chcieć ich więcej. Demachy (naczelny perfumiarz Diora) spartaczył po całości, a samemu zapachowi bliżej jest do najtańszych propozycji FM Group, niż do luksusowego pachnidła. Nie wiem, co w Sauvage jest najgorsze - pierwsza faza w postaci morskiego odświeżacza do toalety, czy baza, która nosi w sobie znamiona zakurzonej półki nie starymi butelkami po wodzie kolońskiej. Ta kompozycja to absolutna wydmuszka - niby innowacja, prostota i rewolucja, a w rzeczywistości perfumy (tfu!), które pachną tak sztucznie i obrzydliwie, że aż wstyd.



Ja na tę wydmuszkę wyczulona jestem jeszcze dlatego, że do reklamy wciśnięto mocno sfatygowanego Deppa i dzięki temu każda fanka zwabiona siłą sugestii i marzeniem, by jej Janusz chociaż trochę był jak Dżony, leci do perfumerii i wydaje ciężką mamonę na coś, na co każdy szanujący się perfumiarz by splunął. 

Okej, może ja naprawdę przesadzam, może się uniosłam, ale gdyby ten sam zapach włożyć w butelkę i opatrzyć logiem Davidoff, to nie byłoby jakiekolwiek dyskusji. A tak, idziesz do pierwszego większego sklepu w centrum i widzisz grupkę młodzieńców z agencji pryskających wokół siebie chmurę nowego Diora i recytujących dyrdymały wyuczone z materiałów marketingowych. 

No i ta nazwa. Nie rozumiem jak można tak splugawić zapach tak niesamowity, jakim jest Eau Sauvage i pożyczyć nazwę tym popłuczynom. Zastanawia mnie tylko, czy nowość Diora szybko spadnie z rowerka, czy to już jest nowy kierunek, który marka obrała. Oby to pierwsze.

Na zakończenie, krótki dialog pomiędzy mną a świątecznym ekspertem pracującym na dziale perfum w moim sklepie:

- Ładnie pachnę?
- Uh, Sauvage?
- No daj spokój, nie lubisz? Przecież Johnny Depp go nosi.




[*]

Digga.

2 komentarze:

  1. Żarty żartami, ale aż przykro mi patrzeć, co się dzieje z tą marką. I dlaczego to jest Dior? To był Christian Dior - dom mody, synonim francuskiej elegancji, a teraz nie odbiega zbyt wiele od innych popularnych marek, nie wyróżnia się.

    Dla mnie Sauvage jest przeciętny, ale reklama i muzyka w niej mnie kupiły :D Podoba mi się klimat amerykańskiego Zachodu i ucieczka z wielkiego miasta, a sam Depp też bardziej pasuje do roli dzikusa (w końcu to Jack Sparrow) niż jakiegoś eleganta typu Christian Grey :D

    Na pewno nie jeden Janusz już pachnie nowym Diorem, ale ja bym wolała, żeby marka stworzyła drugie dzieło na miarę Fahrenheita. Lecz teraz raczej doczekamy się kilku odgrzewanych kotletów z 'Sauvage' w nazwie..

    Aha i jeszcze jedno. Ten Demachy robi dla Diora same gnioty. Teraz ta Poison Girl.. Ma w dorobku kilka lepszych kompozycji, ale czy on jest po prostu kiepski w swoim zawodzie i nie ma wizji czy to Dior mu narzuca robienie takich 'arcydzieł'? Wiem, że na pewno dostaje od nich wytyczne. Pewnie ktoś z góry źle zarządza marką i w efekcie mamy co mamy :(

    Ewelina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rugim Farhenheicie chyba nie ma co marzyć. Bardzo mi się podobał Dior Homme (świetnie na mnie pachnie, zwłaszcza wersja Intense), ale po tym już długo długo nic. Sauvage jest skokiem na główkę do płytkiego basenu.

      Zgadzam się! Poison Girl wprawdzie jeszcze nie wąchałam (ma u nas być dopiero w marcu, LOL), ale z tego co widzę, to nic nie tracę, mimo że słodziakami nie gardzę.

      Kasa, Słonko, kasa wszystkim rządzi ;)

      Usuń